- 1
- 2
- 3
- Panel użytkownika
- Poprzedni mecz
- Następny mecz
Manchester United zremisował z Chelsea 3:3 na Stamford Bridge po nap... więcej
W meczu odwiecznych rywali na Old Trafford zagrają Manchester United... więcej
- Tabela ligowa
- Tabela strzelców
- Sonda użytkownika
- Statystyki serwisu
Najnowszy użytkownik: krystian88
Strona istnieje od: 1268 dni
Użytkowników online: 0
Gości online: 4
Użytkowników: 472
Newsów: 2643
Z końcem roku 2009, a początkiem 2010 minął dokładnie piąty miesiąc od rozpoczęcia rozgrywek piłkarskich. W Premier League większość zespołów ma już nakreślone odpowiednie cele na ten sezon, taktykę, styl gry, charakterystyczne cechy które po wymienieniu od razu są kojarzone z daną ekipą. Wyjątkiem i całkowitym odchyleniem od reguły jest drużyna... Manchesteru United.
Powiedzmy sobie tak szczerze - potraficie wybrać mniej-więcej optymalną jedenastkę, którą wychodzimy grając na ten sezon? Bo ja nie. Nasza ekipa jest kompletnie niepoukładana, nie widać żadnej zależności, a szukanie ratunku w statystykach z tego sezonu zostanie skazane na całkowitą porażkę. Gramy nieregularnie, odnoszę wrażenie - w kratkę. I to bardzo "równą kratkę" - bo albo wygrywamy, albo przegrywamy. Albo od początku meczu brylujemy i gnieciemy rywala, albo to my ponosimy klęski. Przykłady? 10-0 w dwumeczu z Wigan (V*), 3-0 z Fulham(X**), 2-0 z Liverpoolem(X). Manchester United jest znany ze swoich wspaniałych 'come backów', ale ja w tym sezonie na przestrzeni ponad 20 meczów naliczyłem zaledwie... dwa. Z Sunderlandem oraz z CSKA Moskwa. Czemu gramy tak nierówno? Byłby to zapewne materiał na inny felieton, ale przechodząc do meritum - osobiście w składzie umiem wymienić jeno trzech pewniaków: Evrę, Valencię oraz Rooneya. Reszta jest poddawana całkowitemu eksperymentowi sir Alexa Fergusona, roszadami, zmianami. Po części powodowane jest to kontuzjami, ale najlepszym dowodem na naszą "wszechstronność podstawowego składu" (a co za tym idzie, jednak nierówną grę w tym sezonie) jest fakt, że w United strzelało do tej pory do siatki rywali aż 13 różnych zawodników. Nie o tym jednak. Skupmy się na ostatnim zawodniku wymienionym przeze mnie z "Pewnej Trójcy" w składzie - mianowicie na Rooneyu.
Mówiło się, że po odejściu "Sami-Wiecie-Kogo", naszego najskuteczniejszego piłkarza, maszynki do strzelania goli, zawodnika który oszałamiał swoją grą... United podupadnie. Rooney nie będzie umiał wziąć na swoje barki takiej odpowiedzialności jaką brał Ronaldo, że on nie jest snajperem, on jest od czarnej roboty. Tak naprawdę nigdy nie dano mu się wykazać (początki kariery w Manchesterze [rewelacyjne początki] są wyjątkiem) - aż do tego sezonu. Anglik zachwyca skutecznością, co potwierdzić może fakt, że na półmetku sezonu strzelił już 16 bramek. Dla porównania dodam, że rok temu strzelił na przestrzeni całego sezonu o dwie więcej. Jest na idealnej drodze do tego, by spełnić swoje przedsezonowe założenie o zdobyciu ponad 25 bramek w tym sezonie. Zawsze jest jednak jakieś "ale"...
Odnoszę wrażenie, że "jaki ma dzień Rooney, taki ma cała drużyna". Zawsze, gdy Wayne gra słabo - słabo gra cała ekipa. Zawsze, gdy Wayne gra rewelacyjnie - rewelacyjnie gra cała ekipa. I dlatego Roo nie uczestniczy w 'come backach' - bardzo rzadkich - a nota bene sam powinien je "tworzyć" gdy drużynie nie idzie. Nie odmawiając mu serca do gry, zażartości, wspaniałej techniki oraz niezłej skuteczności... nie odwraca w pojedynkę losów spotkania. I jeżeli kiedyś mówiło się o jego ubytkach w postaci skuteczności, dziś można znaleźć jeszcze jeden, który jednak z Wazzy piłkarza kompletnego nie czyni. To jednak dopiero początki jego "solowej kariery lidera" na Old Trafford i mam głęboką nadzieję, że odszczekam głośno to co wcześniej napisałem. Teraz jednak tego nie zrobię. O ile ma mentalność i psychikę zwycięzcy, nie potrafi zdecydować SAM o wyniku spotkania - tak jak to wielokrotnie robił pewien portugalski filozof, którego myślą przewodnią było "Tylko Bóg zna przyszłość".
Teraz zadajmy sobie pytanie: czemu tak się dzieje? Po rekordowym transferze Roniego SAF postawił na grę zespołową (wspomniana na początku statystyka trafień jest oczywiście najlepszym potwierdzeniem). Z tej okazji rzadko kiedy Rooney otrzymuje te jedno, genialne podanie które potrafi wykorzystać w stu procentach. Jest zmuszany do szukania "półśrodków" poprzez cofanie się i dostawanie podania dalej od bramki przeciwnika, czasem nawet udawania rozgrywającego. A że Wayne dryblerem wybitnym nie jest często takie akcje kończą się stratą piłki. Wniosek: brak odpowiedniej ilości i PRZEDE WSZYSTKIM JAKOŚCI sytuacji strzeleckich dla Anglika. Co byłoby więc lekarstwem? Granie pod Rooneya, tak jak to było robione chociażby sezon czy dwa temu, gdy grano pod Ronaldo. Czemu "słowo nie staje się ciałem"? Brak zaufania, oraz zbyt duże ryzyko z pewnością bardzo dobrze tłumaczyłyby 'czemu'.
A zatem, "Tylko Bóg zna przyszłość" - miejmy nadzieję, że wszelkie wady zostaną w drugiej części sezonu 'usunięte', a Roo będzie nas zachwycał i dostarczał nam o wiele więcej emocji oraz powodów do radości w drugiej połowie sezonu. A ja na zakończenie - życzę Wam wesołego roku 2010. Nam i "Czerwonym Diabłom".
**X - przegrana
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Cóż tutaj dużo pisać, świetny felieton na rozpoczęcie roku 2010.
Rooney gra w tym sezonie bardzo dobrze, nawet ilość strzelonych przez niego bramek to potwierdza. Wayne musiał przejąć pałeczkę po Ronaldo i na razie wykonuje swoją pracę najlepiej jak potrafi.
Co do goli zdobytych przez 13 Czerwonych Diabłów, to cóż dużo mówić. Tak bywa, ważne, że drużyna zwyciężą.



















