- 1
- 2
- 3
- Panel użytkownika
- Poprzedni mecz
- Następny mecz
Manchester United zremisował z Chelsea 3:3 na Stamford Bridge po nap... więcej
W meczu odwiecznych rywali na Old Trafford zagrają Manchester United... więcej
- Tabela ligowa
- Tabela strzelców
- Sonda użytkownika
- Statystyki serwisu
Najnowszy użytkownik: krystian88
Strona istnieje od: 1268 dni
Użytkowników online: 0
Gości online: 4
Użytkowników: 472
Newsów: 2643
Czyny niemożliwe rodzą czyny z innej planety, absolutnie nieprawdopodobne i niedorzeczne. Jeżeli więc piłkarz, który w tempie ślimaczym, lecz stałym kierował się ku piłkarskiemu niespełnieniu i przeciętności staje się nagle - na przestrzeni kilku tygodni - graczem, który swój potencjał wykorzystuje z niezdrową wręcz nadwyżką, zwierzęta zaczynają mówić, Polacy przestają narzekać, Włosi zaprzestają noszenia biżuterii, a Sir Alex Ferguson przyznaje się do błędu. Nie wspominając już o Davidzie Moyesie, który przed nowym Królem pada na kolana. Padnijcie i wy - oto Wayne Rooney.
Gdy głowiliśmy się, czy abdykacja Cristiano Ronaldo pozostawi Old Trafford w stanie bezkrólewia, z cienia wyszedł on. Jaki król, taki cień - w przypadku Rooney’a miał on postać średniej 0,4 gola na mecz przez pierwsze pięć lat spędzonych w Manchesterze. Średniej, której pozazdrościć może 90% napastników świata.
Czymże są jednak wybitne osiągnięcia nieustraszonego wojownika, gdy stoi on przy nowoczesnej, piłkarskiej maszynie? O ile strzeleckie statystyki Rooney’a co sezon zamykały się w liczbie 0,4 bramki na występ, cyferki dotyczące Cristiano Ronaldo układały się w piękny ciąg, który reprezentanta Anglii zwyczajnie przyćmiewał.
Zaczął bowiem Ronaldo - w swoim debiutanckim roku na Wyspach - od średniej 0,15. Następny sezon to już 0,18. Następny - 0,25. Następny - 0,43. Kolejny, najwspanialszy - 0,85. Na oczach całego świata budziła się do życia konstrukcja niebywale idealna, dopieszczona w każdym calu, o bezlitosnych właściwościach umięśnionego kata z wyrzutniami rakiet w butach. Robocisko musiało naładować baterie w swoim ostatnim roku ostrzeliwania z bazy Old Trafford, zdobywając “zaledwie” 0,5 bramki na mecz. Po przeniesieniu radaru do Madrytu ma jednak skuteczność lepszą od bomby atomowej. Z 17. golami w 18. spotkaniach Cristiano uzyskał na razie średnią 0,94.

Mogłoby się wydawać, że gdy aż tak się Ronaldo na Bernabeu rozbryka, Anglicy szybko za nim zatęsknią. Na to nowy władca nie pozwolił, wspinając się - jak dotąd - na najwyższy pułap swej snajperskiej przygody ze średnią 0,62 gola w meczu.
Mądrze postąpił więc Sir Alex Ferguson, który zamiast szybko wydać to, co za Ronaldo otrzymał, skusił się jedynie na Antonio Valencię i darmowego Michaela Owena. Nie byłbym pewien, czy Szkot zdawał sobie sprawę, że nie musi przeprowadzić ani jednego transferu, by Crisa zastąpić. - Myliłem się. Wcześniej nie wykorzystywaliśmy Rooney’a w odpowiedni sposób, zbyt skupiliśmy się na jego chęci do ciężkiej pracy w każdym sektorze boiska - tłumaczył się (!) menedżer United.
Tego samego dnia wypalił też szkoleniowiec byłego klubu 24-letniego napastnika, Evertonu - David Moyes. - Wayne jest graczem z najwyższej półki, a będzie jeszcze lepszy - chwalił, choć do niedawna obaj panowie byli skłóceni. - Mam do niego szacunek. Patrząc obiektywnie, jego pobyt w Evertonie był dobry. Chyba nie byliśmy na niego gotowi.
Co jest bardziej szokujące: przyznający się do błędu Ferguson czy przepraszający Moyes, który przyznaje, że to Everton nie był gotowy na Rooney’a, a nie Rooney na Everton - po tym, jak Anglik całował herb Manchesteru na Goodison Park i prawie wywołał zamieszki na trybunach? I kto jeszcze będzie przymilał się Królowi Old Trafford?
Autorem artykułu jest Piotr Czernicki-Sochal.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze



















